Strach nie może zatrzymywać chorych w domu

22/05/2020
Prof. dr hab. med. Grzegorz Oszkinis

Rozmowa z prof. dr hab. med. Grzegorzem Oszkinisem, kierownikiem Kliniki Chirurgii Naczyniowej i Ogólnej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu

- Panie Profesorze, czy pandemia zatrzymała Pana pacjentów w domach?
- Tak, obserwujemy wyraźny spadek przyjmowanych pacjentów. Teraz, w czasie pandemii chorzy boją się przychodzić do szpitala, czując strach przed operacją. To niestety skutek obiegowej opinii, wynikających z przekazów medialnych, że obecnie najbardziej niebezpiecznym miejscem dla człowieka jest szpital. To bardzo niepokojący przekaz.
Strach nie może zatrzymywać pacjentów w domu, zwłaszcza, gdy poważnie zagrożone jest ich zdrowie. W chirurgii naczyniowej zagrożeniem dla chorego jest zwłaszcza ostre i krytyczne niedokrwienie kończyn. Czym później pacjent trafi z takimi objawami do lekarza, tym gorsze będzie rokowanie. Taka sytuacja może grozić nie tylko amputacją, ale i powikłaniami, które mogą być zagrożeniem dla życia.
Jeżeli chory ma rany na nodze, skarży się na ból spoczynkowy, czy też ból w nocy, a środki przeciwbólowe nie pomagają, to należy bez względu na sytuację epidemiologiczną zgłosić się do szpitala.
Nie wiemy, jak długo będzie trwać pandemia, nikt tego nie wie, dlatego tym bardziej nie wolno odkładać leczenia pacjentów naczyniowych na później. Jeżeli tacy chorzy nie zgłoszą się odpowiednio wcześnie do szpitala, to w następnych tygodniach nie będziemy im w stanie im pomóc i tacy chorzy będą tracić kończyny.
Obecnie w ochronie zdrowia nasze siły i środki skierowane zostały do walki z epidemią wirusa COVID-19. Należy jednak pamiętać, że choroby układu sercowo-naczyniowego pozostają główną przyczyną zgonów w Polsce.
Co miesiąc w Polsce 400 osób traci nogi z powodu owrzodzeń goleni będących wynikiem przewlekłej choroby tętnic, a równocześnie amputacje wykonywane są aż u 20% pacjentów z zespołem stopy cukrzycowej.
I co jest istotne, chorzy z chorobami układu krążenia, szczególnie nieleczonymi, należą do grupy zwiększonego ryzyka zarówno zarażenia, jak i niepomyślnego przebiegu infekcji wirusowej.
Trzeba uzmysłowić sobie, że szpital nie jest zagrożeniem dla zdrowia i życia chorych. Zachowując cały reżim epidemiologiczny, wszystkie nasze działania są bezpiecznie. Wprowadzono środki ostrożności, w tym rygorystyczne procedury przyjęcia - pacjentom badana jest temperatura i przeprowadza się ankiety epidemiologiczne,
a chorym, u których podejrzewane jest zakażenie koronawirusem, wykonuje się testy.
Strach pacjentów przed szpitalem jest zrozumiały, ale podkreślam raz jeszcze - postępujemy zgodnie ze wszystkimi wytycznymi i procedurami, by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo zarówno pacjentom, jak i personelowi medycznemu.
- Problem odwoływania wizyt dotyczy nie tylko naszego szpitala?
- To trend nie tylko ogólnopolski, ale i światowy, pacjenci boją się wszędzie. Trzeba jednak zauważyć, że od początku epidemii wdrożyliśmy w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym wiele zasad ułatwiających kontakt chorych z lekarzami. Po pierwsze uruchomiliśmy system teleporad. Dzwonimy z naszej poradni do chorych zapisanych na wizyty i konsultujemy ich stan zdrowia. Jeżeli objawy u chorego niepokoją lekarza, zapraszamy pacjenta do szpitala by wdrożyć odpowiednie leczenie. Po drugie - konsultujemy telefonicznie wszystkich chorych oczekujących na zabieg. Mimo, że planowe zabiegi zostały ograniczone od początku pandemii, podjęliśmy decyzje, że z każdym chorym przeprowadzamy rozmowę, a każdą osobę traktujemy indywidualnie. I w tych przypadkach jeżeli mamy podejrzenie, że u chorego istnieje zagrożenie jego życia czy zdrowia, zapraszamy chorych na konsultację, by ocenić stan jego zdrowia i ewentualnie wykonać operacje.
Statystyki nie kłamią - mniej osób umiera z powodu zakażenia koronawirusem niż z powodu krytycznego niedokrwienia, które zagraża amputacją. Musimy wybrać złoty środek. Robimy wszystko, by zapewnić bezpieczny pobyt w czasie leczenia. Przestrzegając wszystkich procedur, pobyt w szpitalu nie jest groźniejszy niż pozostanie w domu bez odpowiedniej opieki..
- Teleporady dotyczą również pacjentów 'pierwszorazowych"?
- Szczególną troską obejmujemy chorych, którzy w poradni zapisani byli na pierwszą wizytę.
Te osoby, często nie są świadome zagrożeń związanych z niedokrwieniem kończyn. Dotyczy to zwłaszcza osób z współistniejącą cukrzycą.
To duża grupa chorych, u których podstępnie rozwija się choroba tętnic obwodowych. A jednocześnie cukrzyca powoduje zaburzenia neurologiczne, które powodują brak lub osłabienie bólu. Chory zmienia opatrunki mając nadzieję na szybkie wygojenie rany, jednak nie odczuwając bólu, najczęściej nie zdaje sobie sprawy, z powagi sytuacji. Ta grupa pacjentów jest szczególnie narażona na amputację
Dlatego apelujemy - kontaktujcie się z nami w razie jakichkolwiek wątpliwości i dolegliwości.
- Czy brak aktywności fizycznej też może z nas zrobić pacjentów?
- Jak najbardziej! W obecnym czasie, gdy nasza aktywność ruchowa była mniejsza, problemem może się stać zakrzepica żylna. Brak ruchu powoduje zastój krwi w układzie żylnym, czego konsekwencją może być zakrzepica żył głębokich. Mieliśmy już takich pacjentów, którzy po kilku tygodniach przebywania w domu, gdy spacery ograniczały się do przemieszczania między kuchnią a pokojem, rozwinęła się zakrzepica uładu żylnego.
Ostatnie doniesienia naukowe potwierdzają również, że u chorych zakażonych koronawirusem zauważono zwiększoną podatność na zakrzepicę żylną. To problem osób na kwarantannie, które muszą też szczególnie kontrolować swoje zdrowie.
Apelujemy również! Jeżeli zauważycie u siebie czy u swoich najbliższych , spuchniętą, bolesną jedną nogę, nie lekceważmy tego objawu, zgłoście się do lekarza.
Pacjenci chirurgów naczyniowych nie mogą bowiem czekać i leczyć się tylko środkami przeciwbólowymi. Mamy telemedycynę, dzwońcie, a nasi specjaliści wam pomogą i doradzą.