Niemal 480 pacjentów przyjęto dotychczas w Tymczasowym Szpitalu Covid-19 w Opolu

28/04/2021
Szpital Tymczasowy Covid-19  w Opolu.

W szczycie trzeciej fali pandemii hospitalizowanych było jednocześnie nawet niemal 100 chorych. Był też taki dzień, kiedy na intensywnej terapii było zaledwie jedno wolne łóżko. Rekordowe zużycie tlenu medycznego w tym okresie sięgnęło 4,5 tony na dobę.

Po tym, jak 6 kwietnia w Tymczasowym Szpitalu Covid-19 w Opolu, zwiększono liczbę miejsc opieki do 142, w związku z gwałtownie rosnącą liczbą zakażeń w województwie i kraju, większość z nich zapełniła się w bardzo szybkim tempie.

8 kwietnia leczone były tam aż 94 osoby, a 12 kwietnia na intensywnej terapii, liczącej 30 łóżek, wolne było tylko jedno. W tym samym dniu w szpitalu przebywało także najwięcej w tym czasie, bo 20 pacjentów z ościennych województw: śląskiego i dolnośląskiego. 

- Szpital rozpoczął działalność 27 grudnia ubiegłego roku i od tego czasu niemal codziennie przyjmujemy do niego pacjentów, a w czasie trzeciej fali epidemii dużo więcej niż na początku. Dotychczas wyleczyliśmy już kilkaset osób – mówi dr Marek Piskozub, kierownik szpitala podlegającego pod Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Opolu.

- Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu został zobowiązany przez ministra zdrowia do prowadzenia tymczasowego szpitala dla pacjentów z COVID-19 - przypomina Dariusz Madera, dyrektor generalny USK. - W proces uruchomienia nowego szpitala zaangażowali się nasi pracownicy, a dzięki modelowej współpracy ze wszystkimi służbami cywilnymi i wojskowymi w ekspresowym tempie, bo w niespełna 30 dni od przejęcia centrum kongresowego, zorganizowaliśmy w nim działalność medyczną - dodaje.

Podstawowym lekarstwem dla chorych na Covid-19 jest tlen medyczny. W opolskim szpitalu tymczasowym wszystkie łóżka są podłączone do instalacji tlenowej. Obecnie jego zużycie sięga ok 2,5 - 3 ton na dobę, ale w szczytowym momencie potrzeba go było nawet niemal 4,5 tony.

- Mamy tu możliwości leczenia wysokoprzepływową tlenoterapią, w której możemy określać temperaturę czy wilgotność mieszanki tlenu, a w której przepływy są bardzo duże, nawet do 80 litrów na minutę. Tego nie jest w stanie zapewnić żadna maska, ani nawet tlen podawany przez wąsy. Stosujemy też nieinwazyjną wentylację, w której pacjent jest przytomny, a korzysta z tlenu o ciśnieniu takim samym jak w respiratorze. W sytuacjach najbardziej dramatycznych, najbardziej zagrażających życiu, stosujemy intubację pacjenta i oddychanie przez respirator – wyjaśnia dr Marek Piskozub.

Wszyscy pacjenci trafiający do szpitala covidowego są przywożeni karetkami ratownictwa medycznego albo z innych szpitali, albo prosto z domów. – Często jest tak, że tej chorobie towarzyszą inne schorzenia kardiologiczne, internistyczne czy wymagające interwencji chirurgicznej. Ich leczenie wymaga od nas szerokiej wiedzy. To że mamy lekarzy z różnych ośrodków, różnych specjalności, bo nie ma specjalności covidologii, pozwala nam na zapewnienie wysokospecjalistycznej opieki, według najnowszej dostępnej wiedzy medycznej z różnych dziedzin. Mamy tu chirurgów, hematologów, onkologów, urologów, anestezjologów – wylicza dr Piskozub.

Personel to w większości pracownicy wielu placówek medycznych, którzy w szpitalu tymczasowym pełnią dodatkowe dyżury, dlatego w szczytowym momencie pracowało tu nawet 450 osób: lekarze różnych specjalizacji, pielęgniarki anestezjologiczne i ogólne, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci, technicy radiologii, farmaceuci. Wspiera ich na miejscu wojsko, administracja, służby techniczne, firmy zapewniające porządek i posiłki dla pacjentów.

- Nasz szpital czerpie też z zasobów szpitala macierzystego, czyli Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. W związku z tym na rzecz naszych pacjentów i nas pracują też laboranci, służby techniczne i logistyczne z USK. Zapewniają nam badania, sprzęt, leki, opiekę nad instalacjami – wymienia Marek Piskozub.           

Covidowy szpital jest tak zorganizowany, że na całym dolnym poziomie CWK ściankami wydzielone zostały moduły z łóżkami do opieki nad lżej, ciężej i najciężej chorymi. Te ostatnie przede wszystkim wyposażone są w respiratory, ale w terapii wykorzystywane są także pompy infuzyjne, sztuczne nerki, urządzenia do ogrzewania i inne - do schładzania pacjentów przy wysokiej gorączce. Do diagnostyki służą też mobilne aparaty USG i RTG. Na wyposażeniu szpitala jest także tomograf. Między modułami umieszczone są punkty pielęgniarskie, a na obrzeżach wydzielone miejsca do odpoczynku dla chodzących pacjentów, a nawet przestrzeń do rehabilitacji, m.in. z rowerami treningowymi. Na jednym z balkonów namiastkę kaplicy pełni ustawione tabernakulum, z którego korzysta kapłan. Tak wygląda skażona strefa, nazywana przez medyków czerwoną. 

W części zielonej, na piętrze CWK, gdzie wcześniej mieściły się sale konferencyjne i pomieszczenia administracyjne, obecnie są szpitalne szatnie, apteka, pokoje dla personelu medycznego i administracyjnego szpitala. W części parterowej, pod strefą zieloną, są magazyny. Strefy oddzielone są śluzami, w których znajdują się urządzenia do dezynfekcji przechodzących pracowników i zamgławiania urządzeń, które muszą zostać wywiezione ze strefy skażonej, np. do naprawy.  Obok szpitala jest m.in. lądowisko dla helikoptera, karetka do przewożenia chorych transportowanych śmigłowcem oraz kontenery do odpoczynku dla medyków. 

W strefie czerwonej pacjenci mają zapewnioną opiekę non stop. Pielęgniarki, ratownicy i opiekunowie medyczni spędzają tam łącznie 6 godzin z trzygodzinną przerwą w części zielonej, gdzie zajmują się np. przygotowaniem leków w aptece czy wypełnieniem dokumentacji. Cały ich dyżur trwa więc 9 godzin. 

Lekarze spędzają z pacjentami tyle czasu, ile jest potrzebne w danym momencie i schodzą do strefy skażonej na wezwania.

Każde takie wejście personelu do czerwonej strefy wiąże się z koniecznością odpowiedniego ubrania: w specjalny kombinezon, ochraniacze, gogle, przyłbicę i trzy pary rękawiczek. Wszystko to jest zabezpieczone taśmami, żeby nie spadło podczas pracy. 

- W zawodzie pracuję od 30 lat, w tymczasowym szpitalu covidowym w Opolu - od początku jego działalności – opowiada Dorota Kłysz, pielęgniarka na odcinku intensywnej terapii. - Największą satysfakcją jest, gdy chorzy pacjenci opuszczają szpital, dziękując za pomoc i pielęgnację. Najtrudniejsze w tej pracy jest zastanawianie się, czy nasza wiedza i poświęcenie, czy to wszystko wystarczy, żeby pacjentom pomóc. Czasami odczuwamy bezsilność.

Marzena Wisła (pielęgniarka z 25-letnim stażem): -  Pacjenci chorujący na Covid-19 są w różnym wieku, i młodzi, i mający ponad 90 lat. Część jest chodzących, ale też sporo leżących. Czasami stan chorych pogarsza się z godziny na godzinę. Staramy się, jak możemy. Mamy odpowiedni sprzęt, kadrę, jesteśmy dobrze zorganizowani, ale bywa, że to wszystko nie wystarcza, żeby wygrać walkę z tą chorobą. Zdarza mi się czytać komentarze, że w tym szpitalu nic się nie dzieje, że to wszystko sztuczne, że karetka stoi od miesiąca w tym samym miejscu. Gdyby to było możliwe, zaprosiłabym takich komentujących do nas, pomogła się ubrać, żeby zobaczyli, jak na dole walczy się o ludzkie życie.

W podobnym tonie mówi dr Marek Piskozub. - Nawet dla nas - lekarzy, pielęgniarek - oglądanie pacjentów przytomnych, ale równocześnie walczących o każdy oddech, jest wstrząsem. Pomagamy im walczyć o życie. Niestety, nie wszystkim udaje się to życie zachować. 

Według ostatnich danych w środę rano, 28 kwietnia, leżało tam niemal 70 chorych, z czego 26 w najcięższym stanie, na intensywnej terapii. Od początku działalności, czyli w ciągu 4 miesięcy, do tymczasowego szpitala przyjęto niemal 480 osób.